Odlewanie pocisków 9para

Moderatorzy: wierzba, P_iter

qbis
Posty: 64
Rejestracja: środa, 04 marca 2020, 12:40

Post autor: qbis »

Używam matryc LEE Deluxe Carbide

Co do ołowiu - jesteśmy zgadani z lokalnymi wulkanizatorami. Ciężarki samochodowe są twardsze :)
Colt.45
Posty: 130
Rejestracja: środa, 07 czerwca 2017, 19:24

Post autor: Colt.45 »

likker_runner pisze:Zmieniłbym proch na S020 to raz. Były doniesienia o zwęglaniu się ziaren D032, na to zwiększanie naważki nie pomoże, bo zjawisko wynika z braków tlenowych. Co najwyżej można wylądować z nadciśnieniem, a czarne paprochy nadal będą. Tak szybki proch powinien dopalać się nawet przy ciśnieniach nie dających przeładowania w 9 Para. A bez chrono to w ogóle zapomniałbym o PF na D032. Z nim zresztą też.

OAL - przy pocisku TL356-124-TC dużego wyboru nie ma, crimp (przednia krawędź łuski) powinien złapać na pierwszym, najszerszym pierścionku od strony nosa pocisku. No może troszkę bardziej z tyłu niż z przodu tego pierścionka, pod kontrolą plunk test, ale jednak na pełnym kalibrze, nie w rowku - to nie jest rewolwerowy nabój z kryzą.

Nie wiem czym robisz ten crimp, ale najlepsza jest do tego matryca Lee FC. Przy okazji zrobi post-size naboju. Postępowałbym ściśle wg. instrukcji, wtedy dokręcenie o 0.9 obrotu (instrukcja zaleca od 0.5 do 1) daje solidny crimp do dynamiki, taki na poziomie 9.52mm średnicy na samym końcu łuski (nie da się tego zmierzyć bezpośrednio suwmiarką, trzeba ustawiać suwmiarkę i sprawdzać czy da się rozepchnąć szczęki nabojem). Dokręcenie o 0.6 obrotu daje crimp bardziej do tarczówki.
Lee FC nie nadaje sie do ołowianych pocisków. Zmienia ich średnice i dlatego potem jest płacz, ze nie sa celne. Dopalaniem prochu przy braku przeładowania tez sie nie zgodzę, skąd taka dziwna teoria ? I dlaczego radzisz mocny crimp na ołowianych pociskach ? Mocny crimp do tarczowki ? Ciekawią mnie Twoje spostrzeżenia i chętnie podyskutuje :D
kriss91
Posty: 234
Rejestracja: niedziela, 10 grudnia 2017, 18:59

Post autor: kriss91 »

Robie crimp matryca LEE FC na 9,62 dla ołowianych pocisków i nie zauważam by były niecelne, wręcz przeciwnie, są okrutnie celne. Testowane na 6 różnych pistoletach.
Awatar użytkownika
azmoda
Posty: 652
Rejestracja: środa, 10 marca 2010, 00:27

Post autor: azmoda »

Pocisk ołowiany ołowianemu nierówny. Ilu "odlewaczy" tyle zmiennych. Różny stop, różne pokrycia, kalibracje, wzory. Kontrola temperatury i chłodzenie w wodzie lub nie. Nowe kokile stricte pod lakierowanie (gładki pocisk bez rowków) to też już coś innego niż klasyczne z rowkami na smar i crimp.

Znaczenie ma też przygotowanie łuski. Wiadomo, że kielich jest niezbędny. Ale jak ktoś nie fazuje (deburring) krawędzi łusek, szczególnie wewnętrznych, to też może mu nieźle zeskrawać ołowiaka w czasie strzału.
Colt.45
Posty: 130
Rejestracja: środa, 07 czerwca 2017, 19:24

Post autor: Colt.45 »

kriss91 pisze:Robie crimp matryca LEE FC na 9,62 dla ołowianych pocisków i nie zauważam by były niecelne, wręcz przeciwnie, są okrutnie celne. Testowane na 6 różnych pistoletach.
A rozcalales amunicje i sprawdzałeś kalibrację ? Prawidłowa przy ołowianych pociskach powinna być .356 i do nawet .358
kriss91
Posty: 234
Rejestracja: niedziela, 10 grudnia 2017, 18:59

Post autor: kriss91 »

Nigdy tego nie robiłem bo nie było takiej potrzeby. Z moich ołowiaków praktycznie nie wychodze z pola 9 tarczy TS-2 na 25m z różnych egzemplarzy broni tak więc dla mnie nie ma znaczenia czy mają kalibracje .352 czy .358
Colt.45
Posty: 130
Rejestracja: środa, 07 czerwca 2017, 19:24

Post autor: Colt.45 »

kriss91 pisze:Nigdy tego nie robiłem bo nie było takiej potrzeby. Z moich ołowiaków praktycznie nie wychodze z pola 9 tarczy TS-2 na 25m z różnych egzemplarzy broni tak więc dla mnie nie ma znaczenia czy mają kalibracje .352 czy .358
Chciałbym przekonać sie na własne oczy jak dobrze latają podkalibrowe olowiaki i jak czysta jest lufa po kilkuset strzałach :D
kriss91
Posty: 234
Rejestracja: niedziela, 10 grudnia 2017, 18:59

Post autor: kriss91 »

Z czyszczeniem nie mam najmniejszego problemu. Kilka razy szczotka z brazu i lufa jest błyszcząca. Najmniejszego śladu zaołowienia
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

Colt.45 pisze:Lee FC nie nadaje sie do ołowianych pocisków. Zmienia ich średnice i dlatego potem jest płacz, ze nie sa celne.
To jak zwykle zależy. Lee FC generalnie robi post-size naboju do rozmiarów dających pewność przeładowania w komorze trzymającej standardy. I to łagodnie - pierścień formatujący ma ok. 11.5mm długości, podczas gdy łuska wystaje z shellholdera na ok. 15.5mm. Więc ostatnie 4mm (minus pół skoku gwintu korpusu matrycy) nie będzie poddane pełnemu post-size, tylko zbiciu kielicha. Ja bym ew. przeprowadził selekcję łusek po producentach, pod kątem grubości mosiądzu szyjki. Te najgrubsze mogą rzeczywiście dawać efekty w rodzaju częściowego przekalibrowania pocisku, jednak rezygnacja z post-size grozi zawodnym przeładowaniem, zwłaszcza w ciaśniejszych komorach.

Poza tym FC nie ruszy fragmentu pocisku wystającego z łuski, więc jeżeli tam mamy pełne 0.356" (a zgodnie ze sztuką powinniśmy mieć), to przedmuchów i tak nie powinno być. A nawet jeżeli część schowana zrobi się lekko niepełnokalibrowa, to ciśnienie ją rozklepie. Nawet mając 20BHN (mało kto tak szasta antymonem) 30 tys psi wystarczy do tego. A factorowe ładowania miewają coś koło tego, jeżeli nie więcej.
Colt.45 pisze:Dopalaniem prochu przy braku przeładowania tez sie nie zgodzę, skąd taka dziwna teoria ?

Bo ludzie opisywali sypanie czarnymi paprochami na D032. Jeżeli ten proch jest polecany do .38 Spl WC, z naważkami o wiele mniejszymi niż w 9x19, w większej objętości, to w 9x19 się dopali nawet bez przeładowania (od lekko za niskiej naważki). Tylko że do zwęglonych paprochów, bo to taki problematyczny proch. Dlatego o tym piszę - żeby ludzie nie sypali więcej i więcej (aż do przekraczania ciśnienia) w nadziei na dopalenie tych śmieci. One się nie dopalą, bo tlenu brakuje i od wysokich naważek nie przybędzie. Dlatego sugeruję przejście na o wiele lepszy (w ogólności i do 9x19 w szczególności) S020.
Colt.45 pisze:I dlaczego radzisz mocny crimp na ołowianych pociskach ? Mocny crimp do tarczowki ?
Bo sam nie strzelam tarczówki z 9x19, a nawet gdybym strzelał, to raczej nie na ołowiu. Ołów (SWC) to się nadaje do .45 ACP z jego niskimi ciśnieniami. W 9x19 ołów wymaga zresztą więcej antymonu i gorzej znosi brak lakieru, a ten ostatni jest słabo kompatybilny z celnością. Dlatego mimo że odlewać umiem, to do 9x19 wolę kupowane Aresy. Szkoda fatygi z organizowaniem antymonu, zwłaszcza że forumowe źródełko wyschło.

W 9x19 główną motywacją dla ołowiu jest (dla mnie) bezpieczeństwo strzelania w blachy z bliska. A wtedy amunicję lepiej mieć niezawodną, z silniejszym crimpem. Zwłaszcza że ołowiane pociski lepiej znoszą takowy - jeden rowek więcej czy mniej... Płaszczowe potrafią reagować na silny crimp znacznie gorzej - płaszcz się deformuje na większej długości i może odłazić od ołowiu rdzenia.

Gdybym robił tarczówkę na ołowiakach, to napisałem zresztą, że crimp dałbym słaby, w dolnym zakresie polecanego dokręcenia tulei.
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

Colt.45 pisze:Lee FC nie nadaje sie do ołowianych pocisków. Zmienia ich średnice i dlatego potem jest płacz, ze nie sa celne.
Sprawdziłem to na atrapie. Łuska S&B (najpopularniejsza u nas) długości 19.0mm, pocisk z kokili Lee 358-125-RF, lakierowany, traktowany kalibrownikiem Lee 0.356", pomiar suwmiarką wykazał 0.3555", z rzadka pojawiało się 0.356".

Kielich minimalny ale żeby pocisk dobrze wlazł, osadzenie na 1.000" (25.4mm) OAL, tak żeby "rewolwerowy" rowek na crimp schował się całkowicie w łusce, a crimp wypadł na części pełnokalibrowej tuż przed.

Pocisk długości 14.1mm wystawał zatem o 6.4mm, a w łusce schowane było 7.7mm. Sporo jak na 9mm, ale to dobrze, bo dowiemy się najwięcej.

No i potem crimp - matryca do shellholdera w górnym położeniu, pół obrotu nazad (*) i zakontrowanie. Potem tak jak napisałem - tuleja dokręcona do naboju w górnym położeniu, wycofanie naboju i dokręcenie o 0.6 obrotu. Crimp (mierzony moją procedurą) wyszedł 9.56mm "no go" i 9.57mm "go". Dlatego 0.5 obrotu dokręcenia powinno też działać dobrze.

Po rozcaleniu młotkiem Lyman widac wyraźną, choć lekką, deformację pocisku tam, gdzie był sam crimp. Więc kielich został zamknięty porządnie, a w pocisku jest minimalny "stopień", o który opiera się krawędź szyjki. Kalibracja pocisku przed crimpem pozostała na poziomie 0.3555" - 0.356" (widać ok. 1mm pierścień wygładzony kalibrownikiem), więc jest tu jakieś zabezpieczenie przed przedmuchami. Pierwszy pierścień (za rewolwerowym rowkiem na crimp, ewidentnie schowany w łusce na 1.5 - 3mm) zachował kalibrację 0.3555", więc jego deformacja (jezeli w ogóle zaszła) była minimalna - tyle, że za żadnym pomiarem nie miałem 0.356". Kolejne zabezpieczenie przed przedmuchem. Za to ostatni pierścień (2.5mm długi), ten od podstawy, rzeczywiście został zaciśnięty, pomiar pokazuje 0.354". Chociaż jest to minimalna deformacja, ciśnienie powinno go rozklepać z powrotem. Łapiąc szczękami suwmiarki tuż przy denku (w 2/3 długości pierścienia), dostajemy nawet 0.3525", więc zrobiło nam trochę "BB" (wręcz widać lekki stożek), chociaż pamiętać należy, że ten pocisk wchodzi ekstremalnie głęboko jak na 9x19.

(*) i tu może być wyjaśnienie. W ulotce od kompletu Deluxe 4 matryc 9x19 piszą, że korpus FC ma "lekko / prawie że" dotykać shellholdera, co jest skrajnie niechlujne na wypadek prasy z przeprostem (over-caming) - może dojść do deformacji czegoś przy próbie cofnięcia tłoka na dokręconej matrycy. Ponieważ nie mam prasy Lee (one są mocno zabezpieczone przed przeprostem) i po przykrych doświadczeniach z karabinową matrycą Collet do szyjki, dla bezpieczeństwa zawsze wykręcałem korpus FC o te 0.5 obrotu od dotknięcia shellholdera. W .45 ACP to nie ma wielkiego znaczenia, skoro łuska jest prosta, a osadzanie i crimp nie rozpęczają łuski przy podstawie.

Być może gdyby dokręcić korpus prawie że do shellholdera, deformacja pocisku byłaby większa. Tak więc w 9x19, z jego lekko stożkową łuską, mamy możliwość regulacji - najpierw słabszy post-size na wykręconym (o 0.5 obrotu a może i więcej) korpusie i dopiero gdyby dochodziło do problemów z przeładowaniem, można pójść w mocniejszy post-size.

Crimp na korpusie wykręconym o te 0.5 obrotu łapie dobrze, bo tuleja post-size jest krótka, łuska wystaje z niej o kilka mm w górnym położeniu. Więc zbicie kielicha (pierścieniem post-size, pod crimp właściwy) jest takie samo, jak by było na matrycy wkręconej mocniej, zgodnie z instrukcją. Można zrobić własne eksperymenty z większym wykręceniem korpusu i zmniejszeniem stopnia post-sizing'u, ale tak żeby minimalny crimp był. Tzn. dał się dokręcić o te 0.5 obrotu względem miejsca gdzie tuleja dotknęła szyjki i to nie "na twardo" - a więc tak żeby tuleja crimpująca miała jakąś swobodę ruchu.

Tak czy siak operacja post-size jest warta rozważenia na ołowiakach - lepiej mieć lekko zdeformowany przy denku pocisk niż zacięcia od rozpęczonego naboju.
Colt.45
Posty: 130
Rejestracja: środa, 07 czerwca 2017, 19:24

Post autor: Colt.45 »

Kalibruje pociski na .356 albo .357 i przez dłuższy czas robiłem crimp matryca fc lee. Strzelałem z wielu pistoletów z pozytywnymi wynikami, czasem były odskoki, ale wine zrzucałem na siebie. Pewnego dnia, testujac tym razem p99, zobaczyłem, ze pociski wchodzą bokiem. Rozłożyłem pistolet, wszystko Ok, lufa w idealnym stanie. Złożyłem kilkadziesiąt sztuk amunicji na różnych pociskach i prochach, to samo, koziolki. W końcu rozcalilem jeden naboj, zmierzyłem, wyszło .352 w kolejnych pociskach i łuskach różnych producentów podobnie. Pożyczam kilka matryc fc lee (może moja jest felerna) i nic sie nie zmienia. Biorę matryce fc lee od Makarova i wszystko działa jak trzeba, co najważniejsze pociski trzymają swoje wymiary po kalibracji, a skupienie na tarczy na kilkunastu pistoletach jest więcej niż dobre, lufa czysta, brak odskokow, wszystko działa jak trzeba.


Moim zdaniem, nie po to kalibrujemy ołowiane pociski, żeby pózniej zmieniać ich wymiary matryca fc, nie muszę tłumaczyć, ze zachowana kalibracja lepiej uszczelnia lufę, wpływa na celność i na zaolowienie.
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

Jeżeli matryca FC zbija średnicę pocisku do 0.352", to faktycznie jest duży problem. Może ja mam z jakiejś starszej serii, a może mój manewr z wykręceniem korpusu o pół obrotu załatwia sprawę. Żadnych skośników nigdy nie miałem, a deformacja do 0.3525" zdarzyła się tylko w ekstremalnym przypadku bardzo głęboko wchodzącego pocisku, tuż nad podstawą.

Albo Lee coś poważnie sknocili, albo po inżyniersku zrobili FC 9x19 pod kombinację najciaśniejszej komory na jaką trafili (jakiś zabytek?) z łuską o najgrubszej ściance. Wymiary komór 9x19 ewoluowały z czasem, od ciasnych we wczesnych pistoletach do luźnych z niepełnym podparciem a'la Glock. Widziałem nawet wynalazek w postaci lekko "szyjkowanej" komory 9x19 (Grand Power K100). Podobnie z łuskami - od czasów Glocka z jego brakiem podparcia na rampie, ścianki łusek zrobiły się grubsze, zwłaszcza w tylnej części.

Matryca FC 9x18 Mak - ona w ogóle nie powinna ruszyć łuski naboju, więc będzie równoważna matrycy Taper Crimp innych producentów, jeżeli rzecz jasna stożek tulei crimpującej jest pociągnięty wystarczająco daleko, żeby zrobić 0.01" ciaśniejszy crimp 9x19.

Dzięki za zwrócenie uwagi na problem - ja w sumie przypadkowo trafiłem na (prawdopodobne) rozwiązanie w postaci wykręcenia korpusu o pół obrotu, może inna wartość (cały obrót?) będzie lepszym kompromisem między celnością a niezawodnością przeładowania (który niestety zawsze jest w nabojach o prostej łusce). W każdym razie lekka stożkowość 9x19 daje tu pewne możliwości w odróżnieniu od cylindrycznego .45 ACP. Choć w tym ostatnim FC sprawia się wybornie - format 0.467", post-size 0.4715", ruszający (na ołowiakach 0.452") tylko łuski o najgrubszej ściance, takie jak PMC, na których bez niego byłyby pewnie zacięcia.
Awatar użytkownika
azmoda
Posty: 652
Rejestracja: środa, 10 marca 2010, 00:27

Post autor: azmoda »

likker_runner pisze:Podobnie z łuskami - od czasów Glocka z jego brakiem podparcia na rampie, ścianki łusek zrobiły się grubsze, zwłaszcza w tylnej części.
Ciekawiłeś mnie. A więc Glock:
1. został zaprojektowany, przetestowany
2. wdrożony do produkcji
3. wprowadzony do sprzedaży musiał się spopularyzować i przekonać do swojej "plastikowości" i futurystyczności
4. dopiero teraz producenci dostosowują swoje łuski do Glocków

To czym glocki strzelały na etapach 1-3?
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

Na etapie 1. ponoć p. Glock testował swoje wynalazki wyłącznie lewą ręką, żeby w razie wybuchu stracić tę mniej cenną. On doskonale wiedział jak jedzie po bandzie i zresztą dlatego w instrukcji pistoletów Glock do dziś jest (albo przynajmniej do niedawna był) kategoryczny zakaz używania amunicji re-elaborowanej.

Jak do producentów amunicji dotarło, że "cywilno-policyjną" niezawodność przeładowania autoloader'ów osiągnięto kosztem luźnych i niepodpartych komór, w odpowiedzi pogrubili mosiądz swoich łusek, zwłaszcza przy denku. Przy czym na etapie przejściowym odporność na KaBoom wcale nie musiała zmaleć mega drastycznie - np. z 5 sigma zrobiło się 4, co jednak było mało komfortowe dla producentów i stąd zmiana w łuskach.

Przy czym te zmiany napędzał głównie rynek policyjny w USA. Tam policjanci noszą broń z nabojem w komorze, rozpoczynając służbę przeładowują pistolet, a po skończonej - rozładowują, nabój wraca na górę magazynka i następnego dnia znowu jest ładowany do komory. Po iluś cyklach następuje luzacja, pocisk wchodzi głebiej do łuski i przy próbie strzału jest rozerwanie broni. Takich wypadków trochę było i stąd zmiany konstrukcyjne w łuskach.
kriss91
Posty: 234
Rejestracja: niedziela, 10 grudnia 2017, 18:59

Post autor: kriss91 »

Może odbiegając od tematu. Dzisiaj na własne oczy widziałem rozerwanie łuski spowodowane prawdopodobnie wbiciem pocisku głębiej podczas zaciecia broni. Broń to nowiutki, nigdy nie strzelany Glauberyt PM98 a strzelane było z "resortowej" amunicji z niebieska spłonką. Broń cała i nic sie nikomu nie stało. Glauberyt jest fatalnie rozwiazany pod wzgledem podparcia łuski. Tam łuska jest odkryta ze 2-3mm po całym obwodzie
Awatar użytkownika
Spyderco
Posty: 181
Rejestracja: czwartek, 14 lutego 2019, 22:14
Lokalizacja: znienacka

Post autor: Spyderco »

A zwróciłeś uwagę, jak niska jest jakość "resortowej" amunicji, zwłaszcza w wersji JHP? Do normy należą luzujące się pociski, nawet nigdy nie wprowadzane do komory. Polscy policjanci nie noszą broni z nabojem w komorze, mimo że przepisy to umożliwiają, a pomimo tego występują przypadki luźnych pocisków. Ciekawe ile przypadków wyrwania zespołu iglicy z P99 było związanych z oddaniem strzału z takiego wadliwego naboju a nie z winy konstrukcji broni i powstania pęknięć czoła zamka?
Proponuję też rozcalić i przeważyć kilka sztuk resortowych Nontoxów, wyglądają jak sypane łyżeczką do kawy, różnice w naważce sięgają 1gr, słownie JEDNEGO.
kriss91
Posty: 234
Rejestracja: niedziela, 10 grudnia 2017, 18:59

Post autor: kriss91 »

O luzujacych się pociskach w resortowej JHP też słyszałem. Na jednym ze strzelań policjantowi nagle przestała działać bron. Nie mógł wprowadzić naboju do komory gdyż zamek mocno się nie domykal. Miał napisać raport i zdać niesprawna bron kiedy się okazało że pocisk utkwil w lufie zaraz za komora nabojowa ;) co do FMJ to zgodzę się że też jest marnej jakości. Na pewno jest sypana pod korek. W UZI często się zdarza że splonki wypadają po odpaleniu
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

Tych wszystkich problemów by nie było, gdyby stosować szyjkowane naboje z porządnym rewolwerowym crimpem. 9x19 to bubel, w którym problemy od prostej łuski w autoloader'ze można rozwiązywać tylko połowicznie i kompromisowo.
Ozymandis
Posty: 6
Rejestracja: sobota, 21 sierpnia 2021, 22:34
Lokalizacja: Staszów

Post autor: Ozymandis »

Ja dziś właśnie po raz pierwszy odlewałem swoje pociski. Z formy lee 356-125-2r sześciokrotnej. Muszę przyznać, że wszysto wyszło super. Po podgrzaniu nad piecykiem już pierwsza partia wyszła ładna. Znalazłem też gotowy stop w twardości 14. W google jak się wpisze ołów do odlewania pocisków, to wyskakuje ogłoszenie z Grodziska Mazowieckiego. To nie reklama, tylko ułatwienie, bo mi się wydawało, na początku, że będę musiał cudować, szukać, mierzyć i przeliczać twardość, a znalazłem gotowiec. Ładnie się stopił, bez żadnych pływających syfów. W w/w kokilce, wychodzą z tego stopu pociski po 8 gram.
Jeżeli ktoś myśli o odlewaniu, ale martwi się trudnością przedsięwzięcia, to nie ma co muśleć, tylko działać śmiało.

Przed kalibracją odchyłka wagi na 10 losowo wybranych pociskach była +0,5 grama w sumie. Cz to dużo?
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

0.5g między najcięższym a najlżejszym czy +- względem średniej?

8gn rozrzutu to sporo nawet w pierwszym, łagodniejszym wariancie. Są tu różne możliwości (nie twierdzę że wymieniłem wszystkie):

- Wahania temperatury stopu i kokili - najlepiej zrobić termostat i wejść w rytm, przetapiając ponownie pociski z początku odlewania. Ale i bez termostatu udaje się uzyskać lepszą powtarzalność.

- Słabo lejny stop z małą ilością cyny. Objawia się to m.in. kiepskim odwzorowaniem krawędzi rowków smarowniczych. Można kupić LC60 i uszlachetniać - 17g/kg zwiększy zawartość cyny o 1%, można rozważyć zwłaszcza jakby to miało być do tarczówki.

- Kokila zabrudzona jakimś olejem. Poznać to można po "żyłkach" na powierzchni pocisków.

- Nierówno wywiercone gniazda kokili ew. jakaś jej deformacja w typie wygięcia. W tym ostatnim przypadku niektóre pociski będą miały nadlewkę w miejscu łączenia połówek kokili. Podobnie w przypadku wlezienia paprocha i niedomykania kokili.

- Problemy z dokręceniem sprue plate. W skrajnym przypadku mogą być nadlewki przy podstawie, zwłaszcza jak mamy lejny stop z dużą zawartością cyny.
Ozymandis
Posty: 6
Rejestracja: sobota, 21 sierpnia 2021, 22:34
Lokalizacja: Staszów

Post autor: Ozymandis »

Ważąc 10 pocisków na raz, waga wskazuje 80,5 grama. Nie mam jeszcze zestawu do kalibracji, więc nie wiem co wyjdzie później.

Mam natomiast problem z wyrzucaniem pocisków. Zawsze zostają w jednej, tej samej połówce. Próbowałem kopcenia, różnej temperatury ołowiu, różnego czasu stygnięcia, ale nie robi to wielkiej różnicy. Wyczytałem w internetach, że pomaga polerowanie pociskiem i pastą do zębów lub ciffem. Spróbuję czy to pomoże.
nosu
Posty: 106
Rejestracja: czwartek, 27 października 2011, 21:23
Lokalizacja: Sosnowiec

Post autor: nosu »

Nie ruszaj formy , zacznij lać ołów naprzemiennie jeśli chodzi o kierunek lub daj im parę sekund na skurcz.
Ozymandis
Posty: 6
Rejestracja: sobota, 21 sierpnia 2021, 22:34
Lokalizacja: Staszów

Post autor: Ozymandis »

Ok. Tak spróbuję.
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

Ozymandis pisze:Ważąc 10 pocisków na raz, waga wskazuje 80,5 grama.
No tośmy się nie zrozumieli. 8.05g na pocisk to 124.2gn (gramy dzielimy przez 0.0648 g/gn) - zupełnie prawidłowo, a nawet trochę mniej niż nominalne 125gn. To oznacza tylko i wyłącznie, że Twój stop jest minimalnie silniej domieszkowany (albo trochę gorzej lejny) niż wzorcowy wg. Lee (taki z amerykańskich odważników do kół). Ja leję głównie rewolwerowe pod niskie ciśnienia i prędkości, więc potrafię mieć nawet i 130gn z kokili nominalnie 125gn.

Gramy bardzo tu przeszkadzają (bo się nadmiernie zaokrągla i czasem źle przelicza), cały świat leje pociski w grainach i taka też jednostka jest natywna dla obliczeń PF.

PS. Potwierdzam opinię kol. Nosu - zbyt krótkie zastyganie może być źródłem problemów, ja na początku miałem wręcz rozchlapy w postaci smużek ołowiu na "lądowisku".
Ostatnio zmieniony czwartek, 16 września 2021, 12:06 przez likker_runner, łącznie zmieniany 1 raz.
Ozymandis
Posty: 6
Rejestracja: sobota, 21 sierpnia 2021, 22:34
Lokalizacja: Staszów

Post autor: Ozymandis »

Czekam, aż przyjdzie waga w grainach, więc póki co sprawdził3m na tym, co było pod ręką.
andy7
Posty: 1648
Rejestracja: sobota, 21 lutego 2015, 22:01
Lokalizacja: co skad ? Z miasta Hamow i Burkow

Post autor: andy7 »

Colt.45 pisze:
Lee FC nie nadaje sie do ołowianych pocisków. Zmienia ich średnice i dlatego potem jest płacz, ze nie sa celne. Dopalaniem prochu przy braku przeładowania tez sie nie zgodzę, skąd taka dziwna teoria ? I dlaczego radzisz mocny crimp na ołowianych pociskach ? Mocny crimp do tarczowki ? Ciekawią mnie Twoje spostrzeżenia i chętnie podyskutuje :D
Mam jedna kokile do odlewania pociskow .357 w 158 gr LEE. Oszczywiste, ze amelineum ktore generalnie nadaje sie na kokile, jak plaster na doope ! :mrgreen:

Juz samo zlotenie dwoch form do kupy jest problematyczne, trzeba miec troxhe w recach i troche wyczucia. Ja na tym odlewam, ale w porownaniu do RCBS to po prostu lata swietlne ! W RCBS po prostu sciskasz raczki i wszystko jest perfekcyjne.

Gotowe pociski nalezy sformatowac do kalibru broni w tym przypadku do 356.

Moja kokila do 9 -124 gr jest do odlewania pociskow z gas check'iem, mam tez bez ale na razie puki mam gas check'i odlewam takowe.

Generalnie do amo pistoletowych crimp powinien byc jak najmniejszy, patynie tylko czy zrobiona amo bedzie przeladowywana i zamek bedzie sie zamykal, jezeli nie, to crimp nalezy zwiekszyc tak, aby pociski wpadaly do komory z odglosem " plop ".

Tylko tyle i az tyle !

Jeszcze jedna wazna moim zdaniem uwaga.

Pociski olowiane po odlaniu i skalibrowaniu / z nasmarowaniem powinny lezakowac. Absolutne minimum to pol roku do 8 miesiecy w zaleznosci od stopu.

Mialem partie 124 gr odlanych 23 lata temu, tak celnych pociskow / amo do 9 - tki jeszcze w zyciu nie mialem, a troche tego przez moje lapki przeszlo !

lezakuja juz ponad rok, jak pogoda pozwoli, to odleje w tym roku jeszcze minimum 1 000 sztuk, jak dopisze, to moze i 3 - 4 000 sztuk, jak nei to dopiero w Maju. - odlewam na swierzym powietrzu.


Moim tez zdaniem robicie z tego filozofie graniczaca z czarami i wiedza godna czarnoksieznika :mrgreen:



:wink:
Awatar użytkownika
Spyderco
Posty: 181
Rejestracja: czwartek, 14 lutego 2019, 22:14
Lokalizacja: znienacka

Post autor: Spyderco »

andy7 pisze:Pociski olowiane po odlaniu i skalibrowaniu / z nasmarowaniem powinny lezakowac. Absolutne minimum to pol roku do 8 miesiecy w zaleznosci od stopu.
andy7 pisze:Moim tez zdaniem robicie z tego filozofie graniczaca z czarami i wiedza godna czarnoksieznika :mrgreen:
My? Wytłumaczysz proszę znaczenie tego magicznego leżakowania?
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

A ja odlałem ileś tysięcy pocisków na 6-krotnych kokilach Lee z amelinum i nie narzekam, robią robotę. W porównaniu ze stalowymi są dużo szybsze pod względem zarówno nagrzewania jak i chłodzenia w czasie pracy, w końcu Al ma dobrą przewodność cieplną i jest używane na radiatory. Ok. godzina roboty i 6 - 7kg ołowiu przerobione, ok. 450 sztuk .45 ACP 228gn albo 820 .357 Mag 125gn. Te ostatnie niewiele dłużej, bo lekkie szybciej zastygają. Daje się to zrobić z dorzucaniem nadlewek na bieżąco, tylko trzeba je wrzucać "na śledzia" żeby nie chlapało. Gorąca nadlewka niewiele obniży temperaturę w kociołku, a jak się złapie rytm, to jest stabilnie. Ale nie polecam tego każdemu.

Tyle że trzeba smarować powierzchnie trące kokili i sprue plate w okolicach osi, uważając żeby smar nie dostał się do gniazd. Ja używam do tego smaru do kominków czarnoprochowych (odporny na temperaturę) ale być może okruszek wosku (na kokili odpowiednio przekantowanej żeby nie spłynął do gniazda) co 20 zalań w czasie pracy będzie lepszy. A jak się materiał kokili "zadrze" w tym miejscu i zrobi się szczelina między kokilą a sprue plate mimo dokręcania, to rozkręcić i splanować dłutełkiem. Tak czy siak te kokile nie są wiecznotrwałe i 2 - 5 groszy amortyzacji kokili należy do kosztów pocisku doliczyć, ale to niedużo w porównaniu ze spłonką i prochem.
wierzba
<font color=darkred>Administrator</font>
Posty: 712
Rejestracja: niedziela, 13 listopada 2011, 09:01
Lokalizacja: Józefosław

Post autor: wierzba »

Spyderco pisze:My? Wytłumaczysz proszę znaczenie tego magicznego leżakowania?
Ołów z czasem po odlaniu utwardza się, sprawdź twardość po odlaniu i miesiąc później, zobaczysz różnicę.
Wiele firm produkujących ołowiaki oznacza na pudełkach datę produkcji i zaznacza że są do użytku po miesiącu od tej daty.
Można skrócić ten czas mrożąc i rozmrażając odlewy - nie wiem ile razy, nie próbowałem tej metody, na forum cast boolits znajdziecie szczegóły.

Żeby ukrócić dyskusję: ołów z antymonem (i innymi dodatkami, cyną) twardnieje z czasem, ołów tylko z cyną mięknie z czasem.
pozdrawiam
Andrzej Wierzbicki
SQ5KWL
Awatar użytkownika
Spyderco
Posty: 181
Rejestracja: czwartek, 14 lutego 2019, 22:14
Lokalizacja: znienacka

Post autor: Spyderco »

Dziękuję pięknie za odpowiedź =D>
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Post autor: likker_runner »

wierzba pisze: Ołów z czasem po odlaniu utwardza się, sprawdź twardość po odlaniu i miesiąc później, zobaczysz różnicę.
Z wyjątkiem przypadku kiedy pociski sa hartowane, wtedy miękną z czasem. A i zysk z hartowania zależy od zawartości arsenu.
wierzba pisze: Żeby ukrócić dyskusję: ołów z antymonem (i innymi dodatkami, cyną) twardnieje z czasem, ołów tylko z cyną mięknie z czasem.
To jest trochę bardziej skomplikowane - zmiany twardości stopów antymonowych z czasem i wahaniami temperatury są dużo większe, a do tego ich zysk na twardości zanika po deformacji plastycznej. Dlatego w zastosowaniach z niską prędkością pocisków są zwolennicy unikania antymonu i stosowania samej cyny.
andy7
Posty: 1648
Rejestracja: sobota, 21 lutego 2015, 22:01
Lokalizacja: co skad ? Z miasta Hamow i Burkow

Post autor: andy7 »

Spyderco pisze:
andy7 pisze:Pociski olowiane po odlaniu i skalibrowaniu / z nasmarowaniem powinny lezakowac. Absolutne minimum to pol roku do 8 miesiecy w zaleznosci od stopu.
andy7 pisze:Moim tez zdaniem robicie z tego filozofie graniczaca z czarami i wiedza godna czarnoksieznika :mrgreen:
My? Wytłumaczysz proszę znaczenie tego magicznego leżakowania?
O to musial bys sie zapytac wlasnie pana LEE :mrgreen:

Gosciu u ktorego bylem na kursie z elaboracji opowiadal to samo :mrgreen: , nie czytajac ksiazki Lee :mrgreen:


.
nosu
Posty: 106
Rejestracja: czwartek, 27 października 2011, 21:23
Lokalizacja: Sosnowiec

Post autor: nosu »

Likker runner ładnie wytłumaczył potrzebę leżakowania ołowianych pocisków służących do celnego strzelania na duże odległości , kiedyś myślałem nad starzeniem pocisków na podobieństwo stali ale uznałem że czas działa tak samo :) wystarczy poczekać minimum rok i już .
likker_runner
Posty: 1493
Rejestracja: środa, 15 czerwca 2016, 10:07

Re:

Post autor: likker_runner »

opornik pisze: czwartek, 13 grudnia 2018, 12:28 Jesli jest dostep do taniego olowiu ze skupu lub z innego zrodla to faktycznie nie ma sesu bawic sie w rozbieranie aku.
W takim razie moze to byc alternatywa dla kogos z kompletnego wygwizdowa.
Bo samochody czy traktory zazwyczaj sa nawet w najwiekszej dziurze.
Ogolnie rzecz biorac bardziej oplaca sie rozbierac duze akumulatory bo roboty z malym i duzym bedzie porownywalnie tyle samo.

Mozna by takze rozwazyc zredukowanie tlenkow olowiu ...
Mozna to wykonac nawet dosc prosto i praktycznie bez wiekszych kosztow.
PbO2 + C---->Pb + CO2
Mocno zwiekszylo by to wydajnosc calego procesu odzyskiwania olowiu...
Pewnym problemem jest obecnosc na plytach siarczanu olowiu, ale i to da sie obejsc.
PbSO4 + C + Na2CO3 = Pb + Na2SO4 + CO2

No ale tak czy siak, zgadzam sie z kolegami - jest to brudna i dosc uciazliwa zabawa.
Mozna ja rozpatrywac jako ciekawa alternatywe w obliczu odciecia od mozliwosci p-ozyskania olowiu z innych zrodel.
Skoro dyskusja o domowym hutnictwie i pozyskiwaniu ołowiu z jego związków była tutaj, zamieszczam chyba najsensowniejszy praktyczny sposób zrobienia tej reakcji.

Redukcja węglem (a właściwie to tlenkiem węgla) nie ma praktycznego sensu, bo narażamy się na pary ołowiu oraz pyły tlenków i gazowy CO. To działa tylko w hucie, z profesjonalną kontrolą procesu. Są partyzanci archeologii eksperymentalnej, którzy w ogródku wytapiają węglem miedź z malachitu, ale z ołowiem bym nie próbował, z uwagi na toksyczność, pracę z pyłami i słabą wydajność.

Pionierzy robili to inaczej - redukowali ołów z rudy żelazem w kąpieli boraksowej. Boraks ze swojej natury doskonale rozpuszcza tlenki (i siarczki) metali. Odsłania więc powierzchnię żelaza i umożliwia zajście reakcji redox z rozpuszczonym w sobie tlenkiem (czy siarczkiem) ołowiu. Ciekawe, że nie trzeba nawet żelaza rozdrabniać, reakcja potrafi "żreć" grubą sztabę - dobry topnik (boraks) działa cuda. Przy okazji warstwa płynnego boraksu na górze jakoś zabezpiecza nas przed pyłami i parami.

Tak więc należy oszacować ilość PbO w naszym dross'ie, wsadzić do tygla (w dobrym stanie, żeby nie pękł z uwolnieniem gorących cieczy), wrzucić kilka gwoździ albo innego odpadowego żelaza (żeby molowo było istotnie więcej niż PbO), zasypać boraksem z sodą (Na2CO3) i podgrzać (nie za ostro żeby uniknąć eksplozji pary, uważając na bryzganie od par wody z uwodnionego boraksu) do ok. 1000 stopni C na trochę czasu - temperatura jak przy topieniu stopów miedzi ew. trochę niższa. Potem wylać zawartość tygla do formy (możliwie stożkowej, żeby boraks łatwiej potem wypadł), porządnie ostudzić (do temp. pokojowej, bezwodny boraks krzepnie w ok. 750 C, więc ołów pod spodem będzie jeszcze płynny - nie należy się spieszyć), wywalić z formy i młotkiem rozdzielić ołów od boraksu ze śmieciami. Nie wiem, czy to zadziała na siarczan ołowiu, gdyby ktoś jednak przerabiał ołów akumulatorowy. Potem zużyty boraks z tlenkami żelaza i resztkami związków ołowiu oddać jako odpad niebezpieczny.

Ekonomiczna sensowność takiej działalności przy użyciu pieca gazowego do topienia miedzi i jej stopów jest pewnie słaba - taki piec dość szybko zużywa tygle, które kosztują. Elektryczny piecyk ma szanse być tu lepszy (choć ma mniejszą pojemność), a niedługo pewnie będziemy się musieli w takowe wyposażyć, z uwagi na zniknięcie linotypu z rynku. Więc pewnie trzeba będzie samemu topić antymon (albo nawet wytapiać w podany sposób z dostępnego w handlu tlenku) i wytwarzać uszlachetniacz 70-20-10 albo 78-16-6, "zjadliwy" dla zwykłego piecyka do ołowiu typu Lee 4-20. Ale nadal nie obiecuję, że przetopienie dross'u w powyżej opisany sposób będzie ekonomicznie sensowne - zużycie tygla i elementów grzejnych będzie większe niż przy topieniu antymonu (1000 C vs 700 C), boraks kosztuje, podobnie jak prąd. Może jak w dross'ie będą tlenki cyny i antymonu, a te pierwiastki też się wytopią, uzyskany produkt będzie miał większą wartość.

Przepisu nie próbowałem, ale widziałem filmy że działa. Oczywiście nie muszę chyba wspominać o wszelkich środkach ostrożności jak przy pracy z naprawdę gorącymi substancjami.

PS. Przykładowy film:

https://www.youtube.com/watch?v=3fMtkKRhXJA
ODPOWIEDZ